Dwie opowieści o miłości bez happy endu

DSC_2413

Kiedy byłam mała, baśń Andersena o małej syrence czytała mi moja ciotka – i płakała. Kiedy na ekranach kin pojawiła się Disneyowska Arielka – jej przygody przyjęłam bez emocji, a wręcz wydawały mi się profanacją pełnej tajemniczości i tragizmu opowieści. Mała syrenka – na zawsze pozostała dla mnie bohaterką Andersena. Po latach okazało się, że nadal nie umiem jej czytać bez wzruszenia, podobnie jak innej Andersenowskiej baśni – o ołowianym żołnierzyku.

Opowieść o pięknej miłości, która skłania do największych poświęceń, chyba już zawsze będzie mnie wzruszać. Teraz – znacznie dojrzalej niż kiedyś, zwłaszcza, że – w przeciwieństwie do bohaterów obu baśni – dane mi jest szczęście doświadczenia miłości spełnionej, której każdą chwilę chwytam i zachowuję w sercu, bo kto wie, co przyniesie przyszłość. Choć codziennej – równie pięknej i niezwykłej jak te z baśni.

Obecnie czytamy Baśnie Andersena w pięknym wydaniu Wyd. Olesiejuk i muszę przyznać, że jest to trudniejsze niż kiedyś. W czasach, kiedy zewsząd bombarduje nas ideologia sukcesu, idolką połowy koleżanek M. z przedszkola jest Barbie, która jest perfekcyjna i co więcej, której wszystko się udaje, a każda bajka “dla przedszkolaka” ma hollywoodzki happy end – opowiadanie o miłości nieszczęśliwej, choć pięknej i wzruszającej, jest niełatwe i wiąże się z licznymi pytaniami, na które trzeba odpowiedzieć. Nie, syrenka nie była za mało zaradna, po prostu w życiu nie zawsze nam się wszystko udaje, zwłaszcza – w relacjach z innymi ludźmi. Nie, syrenka nie była głupia, że zrezygnowała z głosu, tylko czasem można kochać kogoś bardziej niż siebie samego. Nie, ołowiany żołnierzyk niczym nie zawinił, że nie miał jednej nogi; podobnie, jak wielu ludzi, którzy mają różne defekty. Nie, baletnica i żołnierzyk nie mogli żyć długo i szczęśliwie, niestety, w życiu zdarzają się wypadki, na które nie mamy wpływu…

Moim zdaniem – czytać i rozmawiać warto. Stare baśnie (czytając, pomijam te z dużą dawką okrucieństwa) zawierają w sobie ponadczasowe piękno. A że nie pomijają trudnych kwestii? No cóż, życie też nie jest hollywoodzkim filmem i prędzej czy później te pytania padną…

f7890622db

Print

Advertisements

16 thoughts on “Dwie opowieści o miłości bez happy endu

  1. Uwielbiam “Ołowianego żołnierzyka” 🙂 Dawno nie widziałam oryginalnej syrenki, dobrze pamiętam, że zamieniła się w pianę morską?

  2. Ołowiany żołnierzyk to jedna z moich ulubionych baśni. Zgadzam się, że w dzisiejszych czasach czytanie tych oryginalnych jest trudne. Tymek jest jedynym z nielicznych dzieci w przedszkolu, które nie ogląda współczesnych bajek… Niestety samo obcowanie z dziećmi, którą są nimi karmione wystarczy, aby odbiór baśni wiązał się czasem z niechęcią i wieloma pytaniami. Ale próbujemy. Czytamy, rozmawiamy i to jest piękne 🙂

  3. Pingback: Przygody z książką 3 / Blogi w projekcie | Dzika Jabłoń

  4. Bałam się niektórych baśni Andersena, gdy byłam mała, a czasem bałam się ilustracji w dawnym 3-tomowym wydaniu 😉 Czerwone/tańczące trzewiczki `zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. jeśli chodzi o smutne baśnie, moja córka w ogóle nie chce ich słuchać bądź czytać i koniec! czasem sama powspominam.

  5. Andersen, najpiękniejsze baki z mojego dzieciństwa! Nie mogę się doczekać aż chłopcy będą na tyle duzi, żeby im czytać! A mamy wydanie z lat 50-tych, należące jeszcze do mojej mamy. Z pokolorowanymi obrazkami – przez nią i przez mnie 🙂

  6. Do baśni Andresena przymierzam się już od jakiegoś czasu i ciągle nie moge się zdecydować. Moja starsza córka nie jest w stanie przebrnąć przez Pinokia a co dopiero to. Inna sprawa, że akurat historię ołowianego żołniezyka zna, może to babci “robota” i wiele przegadaliśmy wieczorów wokół tego tematu.

  7. Sama kiedyś trochę się bałam tych baśni i nie chciałam czytać ich dzieciom zbyt wcześnie. Teraz powoli dochodzimy do momentu, gdy wiem, że są w stanie właściwie je “przetrawić”, choć zaczynamy od Ezopa. Na Andersena i braci Grimm przyjdzie kolej.

  8. Andersen. To były zawsze takie smutne opowieści, czasem się zastanawiam, czy one są dla dzieci. Dla mnie najpiękniejsza jest Królowa Śniegu, do tej pory czytamy ją z siostrą (a mamy po 30 lat) jako finał ubierania choinki.

  9. Piękne są stare baśnie, choć też czytając je mam wrażenie, że nieustannie jest w nich mowa o śmierci i przemijaniu. Myślę, że często baśnie są bardziej dla dorosłych, niż dla dzieci, żeby nam pomóc rozliczyć się z pewnymi sprawami. Dzieci wynoszą z nich całkiem inne prawdy i ja osobiście jestem bardziej skłonna uczyć moje dziecko, że życie jest bardzo różne i nie zawsze historia kończy się dobrze, bo tak po prostu jest i już. Filozofia wiecznego szczęścia i powodzenia ma w sobie mnóstwo półapek, które więżą prawdziwe uczucia, zamiast człowieka z nimi oswoić.
    PS. Jako mała dziewczynka kochałam “Ołowianego żołnierzyka” i zawsze płakałam przy tej bajce, tak jak przy “Słowiku” 😉

  10. Pingback: Podsumowanie / Przygody z książką 3 | Dzika Jabłoń

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s