“Z dziećmi” czy “mimo dzieci”?

W mądrym tekście Rodzinki z dzieckiem w plecaku o odwadze podróżowania z dzieckiem, w pewnym momencie pada pytanie: “Czy podróżowanie z dzieckiem jest podróżą „mimo dzieci” czy też „z dziećmi”? Mnie skłoniło do dłuższych przemyśleń… Ile razy już zdarzyło nam się słyszeć: “Podziwiam was, tyle wam się udaje zrobić z dziećmi”. “Z dziećmi” – a jednak w podtekście “mimo dzieci”. Jak to jest tak naprawdę u nas? Podróżujemy „z dzieckiem” i „mimo dziecka” jednocześnie. „Z dzieckiem” – a w naszym przypadku „z dziećmi”, bo te wyprawy są zupełnie inne niż w czasach przeddzieciowych, w długości dostosowanej do dziecięcych nóżek lub/i cierpliwości siedzenia w chuście/nosidle, planowane tak, aby sprawiały radość dzieciom, pomogły im odkryć coś pięknego w świecie, czego za nic nie znajdą, siedząc wygodnie w domu czy przed komputerem. Z dziećmi – bo nasza interpretacja tego, co widzimy, jest też inna. Kochamy zapomniane miejsca – kiedyś po prostu zamyśliliśmy się nad ruiną zamku, dziś – widzimy tam księżniczki na balu i rycerzy w zbroi…Z dziećmi – bo podróżując z dziećmi przyjmujemy inną perspektywę, w której “wow” nie musi być tylko coś, co nasz świat przyjął uznawać za “wow”, lecz także – podglądanie mikrokosmosu na łące czy analiza setnego kamienia na ścieżce. I wszystko to sprawia nam ogromną frajdę. Bo czas wyjazdów to nasz czas, który spędzamy razem, a nie obok siebie – czas, kiedy mamy siebie do wyłącznej dyspozycji. „Mimo dziecka/dzieci” – bo podróż z dziećmi wymaga wysiłku, dobrej organizacji i przezwyciężenia zmęczenia (nie oszukujmy się, podróże z dzieckiem są bardziej wymagające), a także – stereotypów panujących wokół nas (tu tym razem chodzi o bardziej stereotypowe dzieci: „z dziećmi to najlepiej 2 tyg. w jednym miejscu spędzić….”, „z dziećmi się nie da… (dowolnie uzupełnić: chodzić po górach wyższych niż Beskidy, łazić po ruinach, przejechać X km w 2 dni etc…). Mimo dzieci – bo choć ogromnie kochamy nasze dzieci i są dla nas najważniejsze na świecie, rola rodzica nie jest jedyną rolą w naszym życiu mamy też inną pasję, która również nas łączy i którą – jeśli zrobimy to z wyczuciem – zaszczepimy także naszym dzieciom… Planujemy więc wyprawy i pod dzieci, i pod nas. W podróżach z dziećmi ważne jest, by pogodzić to, czego my pragniemy, z tym, czego pragną dzieci. Jak ma się odwagę i próbuje – to da się znaleźć nawet huśtawkę w drodze na górski szczyt… Podróż może być fajną rodzinną przygodą, o ile się ją przygotuje z głową – i z myślą o wszystkich członkach rodziny.

DSC_7843

W drodze na Bobotov Kuk (2523 m n.p.m.), najwyższy szczyt Durmitoru w Czarnogórze – z 14-miesięczną Starszą M.

DSC_9724

Jedno z grodzisk nad Niemnem – ze Starszą M. i Młodszą – w brzuszku

DSC_0851

W drodze na Chopok w Tatrach Niżnych

DSC_0917

Na Dziumbierze (2 043 m n.p.m.), najwyższym szczycie Tatr Niżnych, jedno z niewielu zdjęć we czwórkę

DSC_0825

2 w 1 czyli huśtawka na górskim zboczu

DSC_6713

Nad Morskim Okiem w Wyhorlacie na Słowacji.

Advertisements

6 thoughts on ““Z dziećmi” czy “mimo dzieci”?

  1. Nasze podróże może nie są bardzo spektakularne, ale podróżujemy przede wszystkim “dla dzieci”. Równie dobrze jak na wycieczkę, moglibyśmy pójść do ogrodu i przesiedzieć cały dzień z książką zerkając jedynie jak dzieci bawią się w piaskownicy. Ja jednak wolę pokazać im jak najwięcej świata nas otaczającego

    • My też chcemy pokazać dzieciom jak najwięcej godnego uwagi świata – i przy okazji sami zobaczyć coś nowego (czasem tego, co już znamy, ale – oczami dziecka, czasem – czegoś zupełnie nowego dla nas także).
      Racja, że rodzinne wyprawy znacznie bardziej jednoczą niż spoglądanie zza swoich spraw, jak dzieci się bawią – wymagają więcej wysiłku, ale i dają więcej satysfakcji.

  2. Tak to rozumiem – “z dziećmi”, bo jesteśmy rodziną, my wzorem dla nich, one źródłem radości dla nas. Stanowimy komplet – drużynę i wzajemne dopełnienie – i w domu, i w drodze. A także “mimo dzieci”, bo przecież również (a czasem przede wszystkim) dla siebie – i wcale nie tylko po to, żeby pokazywać świat, ale by go (wspólnie, i wciąż na nowo) poznawać. Miłość macierzyńska (przynajmniej u mnie) na pewno jest silniejsza, ale to pasja podróżowania była najpierw…
    Ale jest jeszcze “dzięki dziecku”! Skanseny kolejnictwa, Muzeum Komunikacji, końcowa stacja metra w Sztokholmie – bez Jana bym tam nigdy nie trafiła 🙂

  3. A ja powiem coś pewnie niepopularnego. Nie czytałam artykuły, więc “mimo dzieci” interpretuję po swojemu. Sformułowanie to raczej kojarzy mi się z wakacjami w naszych, dorosłych, na które zabieramy dzieci, mimo że one wolałyby spędzić czas w inny sposób.
    I pewnie, że można mówić, że dzieci lubią jeździć w góry, pedałować cały dzień na rowerze, zwiedzać muzea, poznawać obce miasta. Może lubią, ale pewnie z 90% z nich i tak wolałaby stacjonarne wczasy z animatorem, basenem, aqua-parkiem, all inclusive, lodami non-stop, placami zabaw.
    Stąd też uważam, że jednak większość “aktywnych rodzin” podróżuje “mimo dzieci”, bardziej dla siebie niż dla nich.
    Często słyszę od osób bardzo dużo podróżujących, że fundujemy naszym dzieciom super dzieciństwo. Z drugiej strony jeszcze częściej słyszę od domatorów opinię: “nie męczcie tak tych dzieci”, “pojedźcie na jakieś normalne wczasy”, “spanie w namiocie! z dzieckiem? zbrodnia?” etc.
    Gdzie leży prawda? Prawda naszych dzieci? Pewnie za parenaście-paredziesiąt lat nam powiedzą, czy “aktywne wakacje” to była dla nich wielka przygoda, czy właśnie marzyły to jakiś “normalnych wczasach”

    • prawda jest gdzieś pośrodku.
      U mnie akurat było odwrotnie – aktywne wakacje z rodzicami wspominam wspaniale, leżenie plackiem nad jeziorem (z animacjami, placem zabaw itp.) – jako jeden wielki horror (z babcią i ciotką byłam, nosiło mnie, chciałam chodzić na spacery dalsze niż do sklepiku, chciałam zwiedzać. Zostało na zawsze 🙂
      Nie wiem, jak to ocenią nasze dzieci – staramy się, by w podróży była i przygoda, i lody, i plac zabaw… nawet taki niekonwencjonalny, bo na łonie rodziny. I rówieśnicy, bo oni też są ważni.
      Myślę, że jest wiele modeli wypoczynku – ważne, by udział rodzica w wypoczynku był większy niż spozieranie zza gazety jak dziecko buduje zamki na plaży. A do tego można podróżować – można i wypoczywać stacjonarnie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s