Za jedną małą górką… Lake District, cz.1

Do Lake District trafiliśmy bez planu, bez map, bez wyszukanych tanich kempingów. Miało nas tu w ogóle nie być na dłużej, jednak po wycieczce na Tryfan nasze kolana powiedziały zdecydowanie: “dość dużych różnic wysokości”. Chcieliśmy koniecznie coś jeszcze zobaczyć, a próba wypożyczenia samochodu w Liverpoolu zakończyła się porażką. Po skalkulowaniu możliwości i dostępnych połączeń wybór padł więc na Lake District – miejsce, gdzie według wcześniejszego planu mieliśmy jedynie zajrzeć.

DSC_8350

Lake District – widok z pociągu

Sporym problemem okazało się znalezienie noclegu na naszą kieszeń. Lake District okazało się bowiem terenem modnym i drogim. W stolicy regionu, Windermere, można było w ogóle o tym zapomnieć, a kempingi w drugim kurorcie – Ambleside – były czynne jedynie sezonowo, latem, za to licznie występowały “bed&breakfast”, niestety z cenami poza zasięgiem. Byliśmy już kompletnie zmęczeni i zrezygnowani, zwłaszcza że robiło się późno – byliśmy gotowi rozbić namiot gdzieś w krzakach na czyimś pastwisku, byleby tylko odpocząć, choć myśl o karach jakoś nie zachęcała. Wtedy właśnie ktoś nam powiedział, że wie, gdzie jest czynne pole namiotowe – “pójdziecie tą drogą prosto, przejdziecie przez górkę, a za nią jest pole namiotowe”. No i poszliśmy – w ciemno, nie wiedząc nawet, czy trafimy tam w ogóle.

DSC_8385

Okolice Ambleside – sielsko-pastersko

DSC_8397

Beeeeeee!

DSC_8399

Idylla

DSC_8406

DSC_8412

Idziemy w poszukiwaniu noclegu

DSC_8414

Górka do pokonania okazała się całkiem spora

DSC_8418

DSC_8430

Zbłąkana owieczka

Górka do przejścia okazała się całkiem spora, dystans do pokonania – też, a kiedy już całkiem straciliśmy nadzieję na dotarcie na pole namiotowe, ukazało się nam Loughrigg Tarn. Było coś po 22 i wyglądaliśmy chyba trochę dziwnie, gdyż na nasz widok jakaś kobieta oderwała się od wielkiego namiotu-wigwamu pełnego rojącej się dwójki dzieci i podbiegła z okrzykiem “Oh, you look completely exhausted!” Nie wiem, czy uznała, że przyszliśmy pieszo aż ze Snowdonii, w każdym razie nie dała nam rozbić namiotu, tylko zaciągnęła do nich i poczęstowała kolacją oraz piciem. Zielona herbata z mlekiem smakowała paskudnie, jednak przełknęliśmy ją jakoś przez wdzięczność dla serca tej przemiłej kobiety. (Z pomocy jej i jej męża mieliśmy później jeszcze skorzystać). Podczas rozmowy oczy nam się zamykały, więc po odprawieniu sąsiedzkich rytuałów poszliśmy po prostu spać, zostawiając rozeznanie w terenie na dzień kolejny.

Kemping okazał się zwykłym polem namiotowym, bez jakichkolwiek udogodnień, położonym w iście baśniowej scenerii – nad przepięknym jeziorem pośród górek…

DSC_8436

Loughrigg Tarn

DSC_8441

DSC_8450

cdn.

6 thoughts on “Za jedną małą górką… Lake District, cz.1

  1. Jak napiszę, że znów jestem zachwycona, to pewnie uznasz mnie za monotematyczną😉 Ale tak, jestem pod wrażeniem. A zdjęcie drzewa pod opisem Idylla, jest niesamowite. I do tego ta soczysta zieleń. Nie mogę się doczekać aż do Polski wrócą takie kolory, bo już mam dość szarzyzny…

  2. Pingback: Kraina wzgórz, pagórków i owiec – Lake District, cz. 2 | W podróży przez życie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s