“Light showers” i owce – Snowdonia, cz. 1

Na Snowdonię “zachorowałam po jednym ze slajdowisk warszawskiego SKPB. Stwierdziłam, że muszę tam pojechać – i już. Pragnieniem zaraziłam Kubę, no i pojechaliśmy.

Początki nie zapowiadały się zbyt różowo – lotnisko w Liverpoolu, dokąd dolecieliśmy tanimi liniami, powitało nas deszczem. W Beddgelert w Walii, skąd mieliśmy wyruszyć na Snowdon, było jeszcze gorzej. Za to jak kolorowo mimo szarości chmur! A to dzięki kwitnącym wszędzie kwiatom.

DSC_7904

Beddgelert

DSC_7906

Widok z kempingu

Na kempingu sprawdziliśmy prognozy pogody – na najbliższe dni zapowiadali zimno i “light showers”. “Nie brzmi źle” – pomyśleliśmy i następnego dnia ruszyliśmy z ambicją wejścia na Snowdon (1 085 m n.p.m.).

Początek szlaku w Beddgelert przypominał zaczarowany ogród: bujna roślinność, ukryte bramki, murki, strumyczki… i spore podejście w górę.

DSC_7924

Znak szlaku

DSC_7921

DSC_7925

DSC_7930

DSC_7934

DSC_7935

Wyżej zrobiło się bardzo mokro, a jak się okazało, “light showers” to opady wprawdzie przelotne, jednak potrafiące przemoczyć do suchej nitki. I następują po sobie raz po raz.

DSC_7943

Wyżej stałym elementem krajobrazu Snowdonii okazały się owce, murki oddzielające pastwiska i drabinki dla turystów umożliwiające przejście. Pierwszą pokonaliśmy dość nieśmiało, nauczeni polskimi zwyczajami, zastanawiając się, czy zaraz zza rogu nie wyskoczy ktoś z awanturą, że wchodzimy na jego terytorium, ale potem się przyzwyczailiśmy do stałych elementów gimnastyki (z ciężkimi plecakami z namiotem i zapasem jedzenia jeszcze z Polski było czasem ciekawie).

DSC_7946

DSC_7954

Przejście

DSC_7956

Owce na chwilę przed deszczem

Przejście zajęło nam sporo czasu, do tego przemokliśmy na tyle, że zdecydowaliśmy Snowdon odłożyć na dzień kolejny.

DSC_7973

Widok z kempingu w Nantgwynant chwilę po deszczu

DSC_7980

Trasa (zaznaczamy też różnice wysokości, bo choć Snowdonia nie ma wysokich gór, to wchodzi się tam praktycznie z poziomu morza…):

Beddgelert – Coed Graflwyn             1    0.75km
– Hafod-y-porth (skrzyż.)             3    1.6km, 140^
– Nantgwynant (camping)                 5    3.5km, 110^

9 GOT (tylko – a cały dzień!)

Kolejny dzień powitał nas słońcem i … prognozą kolejnych “light showers”. Ponieważ podeschliśmy, zdecydowaliśmy się na Snowdon. Tym razem większość “pryszniców” przeszła gdzieś obok…

DSC_7983

DSC_7987

Początek drogi

DSC_7988

DSC_7990

DSC_7991

Owce są wszędzie!

DSC_7995

DSC_7996

DSC_7997

Ciekawe ostrzeżenie🙂

DSC_8000

DSC_8008

DSC_8013

Snowdon w pełnej krasie

DSC_8019

DSC_8036

DSC_8056

DSC_8067

DSC_8069

DSC_8079

Na szczycie mało mnie nie zwiało

DSC_8071

Mewa…

DSC_8088

DSC_8091

Na szczyt można też wjechać kolejką…

DSC_8116

Góry zielone…

Trasa:

Nantgwynant – Watkin Path – Snowdon (1085)    16    5.5km, 980^
– Llanberis Path – Llanberis             7    7.25km, 980v
(ok. Dolbadarn Castle)
– Nant Peris (camping)                 3    2.6km

26 GOT

7 thoughts on ““Light showers” i owce – Snowdonia, cz. 1

  1. Powinnaś ostrzegać, że Twoja relacja spowoduje ciężkie zachorowanie na Snowdonię. Jestem zachwycona: te drzewa, te przestrzenie…ależ tam pięknie!! Czekam na więcej!!🙂

  2. Pingback: W stronę Adama i Ewy – Tryfan. Snowdonia, cz. 2 | W podróży przez życie

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s