Zew puszczy

Puszcza Romincka to dla nas wiecznie niedokończone zadanie: zawsze jesteśmy w okolicy i udaje się nam zrobić jeden-dwa spacery, i zawsze pozostaje ogromne uczucie niedosytu… bo Puszcza Romincka jest wspaniała, dostojna i majestatyczna. Położenie przy północno-wschodniej granicy, nie za wielka ilość szlaków i jeszcze mniejsza – turystów, brak zasięgu telefonu komórkowego w puszczańskich ostępach, duże szanse napotkania Straży Granicznej, porozrzucane po lesie cesarskie głazy oraz przypominające akwedukty prowadzące donikąd wiadukty nadają jej niezwykłą aurę tajemniczości.

Z trzymiesięczną wówczas Małgosią zwiedzanie Puszczy Rominckiej zaczęliśmy dość oryginalnie, bo… od konieczności nagłego przewijania dziecka w środku lasu. Stanęliśmy więc na poboczu, przystąpiliśmy do rodzicielsko-opiekuńczych czynności, a wtedy zupełnie znikąd pojawił się wóz Straży Granicznej z sympatycznym panem, który koniecznie chciał się coś więcej o nas dowiedzieć. Wymianę zdań chyba zapamiętał na długo…

– Co państwo tu robią?

– Przewijamy dziecko…

Po tym incydencie poszliśmy na spacer. Ze względu na dobrą jakość bitych dróg (na których gdzieniegdzie prześwituje jeszcze cesarski bruk) Puszcza Romincka świetnie nadaje się na wędrówkę rowerową lub z wózkiem. Było to też jedyne miejsce na Suwalszczyźnie, gdzie zawzięcie atakowały nas komary, być może ze względu na dużą ilość cieków wodnych, strużek i kanalików, wpadających do dwóch głównych rzek: Rominty (Błędzianki) i Bludzi.Poświęcenie się jednak opłaca, w małym stopniu tknięta ręką człowieka przyroda puszczańska bowiem zachwyca – przypomina niewystępującą u nas tajgę.

DSC_9563

DSC_9568

DSC_9571

DSC_9575

DSC_9578

DSC_9581

DSC_9584

Spacerując po Puszczy Rominckiej, można też napotkać porozrzucane po niej głazy upamiętniające polowania cesarza niemieckiego Wilhalma II (na przełomie XIX i XX w.) – na większości map są one zaznaczane, choć nie zawsze łatwo je odnaleźć w terenie.

DSC_9588

Inną atrakcją Puszczy Rominckiej są porozrzucane po niej wiadukty linii kolejowej Gołdap-Żytkiejmy, działającej do 1944 r. i nieukończonej przez Niemców (niektóre wiadukty są podwójne, tymczasem działał tylko jeden tor). Wiadukty są imponujące, przypominają akwedukty i naprawdę robią wrażenie, zwłaszcza, że obecnie prowadzą donikąd.

DSC_9632

Dawny budynek stacji w Żytkiejmach, wyraźnie widoczny napis po niemiecku

kiepojcie

Kiepojcie

DSC_9605

Na wiadukcie

DSC_9608

I jak tu ominąć byczka???

DSC_9609

DSC_9615

DSC_9616

Najsłynniejszy z wiaduktów – w Stańczykach (i jedyny, którego zwiedzanie jest płatne)

DSC_9619

W Stańczykach koniecznie trzeba też zobaczyć dwa jeziora Tobellus (małe i duże). Mniejsze z nich w latach 20. XX w. podczas burzy… wybuchło. Był to najprawdopodobniej wybuch gazu błotnego, który nagromadził się na dnie z rozkładu roślin.

DSC_9631

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s