Starcie z Waligórą

Legendę o siłaczu Waligórze zna prawie każdy, nie każdy natomiast wie, że oprócz legendarnego siłacza istnieje również góra nosząca to dumne miano. Jak najbardziej zasłużenie.

DSC_4516

Waligóra w pełnej krasie

Waligóra (936 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Gór Kamiennych (Sudety Wałbrzyskie). Wysokość niby nieduża, jednak każdy, kto spojrzy na tę górę, zrozumie, że nie jest z nią łatwo. Waligóra ma z jednej strony kształt stromej „kopki” wypłaszczającej się z drugiej i wejście na nią wymaga sporo wysiłku, zwłaszcza, jeśli idzie się żółtym szlakiem z Andrzejówki. My również wybraliśmy to najkrótsze rozwiązanie, aczkolwiek idące prawie prosto do góry.

DSC_4487

Schronisko Andrzejówka – punkt startu i dojścia

Małgosia ostro wystartowała, podeszła z 50 m… i padła w Tulę, szlak bowiem robił się zanadto stromy jak na małe nóżki, co nie oznacza, że ostatecznie zrezygnowała z podchodzenia – już jak schodziliśmy (łagodniejszym zielonym szlakiem), „zaatakowała” zbocze Waligóry próbując „podejść” na przełaj.

DSC_4493

Na Waligórze

DSC_4508

Idziemy drogą…

DSC_4511

…i na przełaj.

DSC_4514

Widok na Suchawę

My natomiast spod schroniska ruszyliśmy jeszcze na wschód, by „zwiedzić” pobliskie szczyciki, z Jeleńcem na czele (ten ostatni nie do końca był planowany, wyszedł „jakoś przypadkiem”, trochę się rozpędziliśmy). Szlak przez szczyty w lecie chyba wymaga maczety – jest solidnie zarośnięty.

DSC_4523

DSC_4534

Zwieńczeniem były sąsiadujące ze „skalnymi bramami” ruiny zamku Rogowiec z końca XIII w. Zamek ten należał niegdyś do linii warowni strzegących granicy z Czechami (wraz z sąsiednimi: Radosno i Grodno), pilnował też porządku na szlaku handlowym, ale nie tylko – w pewnym momencie w historii mieszkali w  nim… rozbójnicy. To właśnie ostatnim „gospodarzom” zamek „zawdzięcza” zniszczenie go w XV w. – warownia została wysadzona przez wojska dowodzone przez Georga von Steina w ramach rozprawy z gniazdami rozbójniczymi.

DSC_4543

Skalna brama

DSC_4551

To, co zostało z zamku

Góry Kamienne mają to do siebie, że nawet jak nie przejdziemy dużych odległości, to się solidnie zmęczymy: te góry to niezły trening dla kondycji, Beskid Wyspowy w miniaturce. Są to nieduże „kopki”, za to miejscami bardzo strome, można się nieźle zmęczyć, podchodząc, i zjechać po śliskich kamieniach schodząc – my oczywiście mieliśmy śliską drogę, bo żeby tradycji tegorocznej majówki stało się zadość – na koniec zaczęło padać.

A my schroniliśmy się w Andrzejówce, gdzie M. się nie nudziła…🙂

DSC_4568

16 GOT

Podczas wycieczki towarzyszyło nam nosidełko Tula.

tuls

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s