Dzień wulkanów i (W)lenia

Kiedy góry płaczą rzęsistymi łzami, skutecznie odstraszając turystów, trzeba szukać innych pomysłów na spędzenie czasu aktywnie, bez siedzenia w czterech ścianach, gdzie – jak wiadomo – po pewnym czasie nawet najwspanialszy maluch robi się nie do wytrzymania, bo „w czasie deszczu dzieci się nudzą”. Przebywając w Górach Izerskich, nie mieliśmy za bardzo gdzie szukać sali zabaw czy oceanarium (niewykonalne🙂, postanowiliśmy jednak zapewnić Małgosi dużo rozrywek – na miarę terenu, w którym się znajdowaliśmy.

Na pierwszy ogień (po „japońskim” ze względu na lejący deszcz oglądaniu Gryfowa Śląskiego) poszły ruiny zamku Podskale w Rząsinach (XIII/XIV w.), pięknie wkomponowane w skałę, a następnie – kolejne ruiny – tym razem kościoła ewangelickiego z XVIII w. w Płóczkach Górnych.

rzasiny

Zamek w Rząsinach

Później chwilę spędziliśmy, zajmując się takim dziwnym Bobrem, co to ani futerka nie ma, ani ząbków, za to pięknie płynie przez spory kawałek Dolnego Śląska. Piękne te nadbobrzańskie drogi i rzeka też malownicza.

DSC_4306

Znad Bobru zboczyliśmy na chwilę, by zobaczyć skały i ruiny pałacu w Skale  (XVIII/XIX w.) oraz zadbany pałac z XVIII w. w Brunowie (przebudowany w 1900 r.) – tym razem odstąpiliśmy od zasady zwiedzania miejsc zupełnie lub częściowo zapomnianych.

skala2

Ruiny w Skale

skala

Skała w Skale

brunow

Pałac w Brunowie

W Lwówku Śląskim uzupełniliśmy braki żywnościowe, ale nie tylko – przede wszystkim przeszliśmy się po rynku i wzdłuż murów miejskich (o średniowiecznym rodowodzie); a jest co oglądać w tym pięknym miasteczku: na samym początku naszą uwagę przykuł ratusz z XIII w., gruntownie przebudowany w XVI w., stąd obdarzony pięknym renesansowym kształtem. Potem  był szybki obchód kościołów: Wniebowzięcia NMP z lat 1493-1559, św.św. Piotra i Pawła z XIII w. (rozbudowany w kolejnych stuleciach), zobaczyliśmy też barokową komandorię joannitów z XVIII w.

lwowek

Jednak Małgosi najbardziej podobała się Szwajcaria Lwówecka, największe – oprócz Gór Stołowych – takie zgrupowanie piaskowcowych form skalnych w Sudetach. Ani ja, ani M., nie widziałyśmy Gór Stołowych, Szwajcaria Lwówecka zrobiła więc na nas duże wrażenie. Kiedy spacerowaliśmy pomiędzy skałami, M. dopatrywała się w nich “bałwanków”, wszystko komentowała i żywo gestykulowała, co – kiedy wylądowała w Tuli – było mocno odczuwalne dla kręgosłupa. Ścieżka biegnie pod skałami, pomiędzy nimi i po nich – niektóre “urwiska” są naprawdę spore, dochodzą do 30 m!

szwl

Mała turystka w Szwajcarii… Lwóweckiej

szwl2

“Bałwanki”

szwl3

Ścieżka

Ze Szwajcarii Lwóweckiej udaliśmy się do Soboty, gdzie obejrzeliśmy ruiny gotyckiego kościoła – widać, że teren ktoś ostatnio uporządkował. Ruiny kościoła malownicze, ale ślady zdewastowanego starego cmentarza niemieckiego – przygnębiające. Co komu zawinili zmarli?

sobota

Ruiny w Sobocie

Po Sobocie przyszedł czas na ostatni “punkt programu”, który wcale nie okazał się ostatnim😉 Ostrzyca Proboszczowicka (501 m n.p.m.) to pozostałość wulkanów w rejonie Lwówka Śląskiego, najwyższe wzniesienie Pogórza Kaczawskiego. Sama jednak nie jest wulkanem (mimo kształtu stożka), lecz jego wewnętrzną częścią, pozostałą po zniszczeniu większego wulkanu. Zaparkowaliśmy… w błocie przy drodze gruntowej (przez moment byliśmy przekonani, że bez traktora nie wyjedziemy, ale się udało!). Małgosia dzielnie podchodziła, póki nie zrobiło się zbyt stromo, potem hopla w Tulę i, snując opowieści o Kopciuszku (tak, tak, świetnie się opowiada, podchodząc pod stromą górę!🙂 wpełzliśmy na szczyt. Najciekawszy jest ostatni odcinek podejścia, prowadzący poprzez rezerwat, chroniący unikatowe gołoborze bazaltowe, powstałe w czasie ostatniego zlodowacenia, kiedy to powulkaniczny bazalt pękał pod wpływem mrozu. Szliśmy więc po schodach w iście księżycowym krajobrazie po to, by wyjść na skalisty wierzchołek i zobaczyć piękną panoramę Pogórza Kaczawskiego – jakże płaską!

DSC_4414a

Ostrzyca widziana z daleka… 

DSC_4418

Gosia idzie!

A potem ląduje w Tuli

DSC_4428

Schodki

DSC_4432

DSC_4434a

Gołoborze

DSC_4442

Widok z góry

DSC_4445

Na szczycie

DSC_4453

Wiosna

Wracając, pojechaliśmy trochę nie tak, jak mieliśmy – przegapiliśmy jeden skręt i “przy okazji” obejrzeliśmy Jezioro Pilchowickie, powstałe dzięki utworzonej w latach 1902-1912 zapory na Bobrze (Bobertalsperre). W barze przy zaporze zjedliśmy zdecydowanie najgorszy obiad wyjazdu – nie polecamy!

jez_pilichowickie

Zapora

Na dobranoc przejechaliśmy przez Maciejowiec z rzutem oka na piękny renesansowy, tragicznie niszczejący dwór (1627-1632), a także na Wleń, z pałacem (gruntownie przebudowany w 1741 r.), przed którym znaleźliśmy bardzo ciekawy znak, ostrzegający przed… duchami🙂

maciejowiec

Dwór w Maciejowcu

wlen2

Pałac we Wleniu

wlen

To był dłuuugi i intensywny dzień. Ale jaki – mimo problemów z pogodą – piękny.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s