Podróż sentymentalna w… połomy

Jednym z piękniejszych wspomnień mojego późnego dzieciństwa jest zimowisko harcerskie w Vyšnych Ružbachach na Słowacji. Byłam na początku liceum i dopiero wtedy rozkwitała we mnie miłość do gór, której ziarenko (całkiem solidne zresztą) zasiali rodzice. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie wycieczka na najwyższy szczyt w okolicy – Veterny Vrch. Dziś, jak patrzę na mapę, widzę, jak łatwa i krótka była ta trasa, ale my mieliśmy po naście lat, a przede wszystkim – był środek zimy z prawdziwego zdarzenia i wycieczka zajęła nam cały dzień, wróciliśmy po zmroku (i dostaliśmy straszną burę od koleżanki, która na nas czekała – tak, tak, to były jeszcze przedkomórkowe czasy…). Miejscami było trudno, szliśmy grzęznąc w śniegu, pamiętam też jakieś fragmenty podejścia na czworaka, jednak kiedy wyszliśmy na wierzchołek, widok zaparł dech w piersiach: była to niesamowita kompozycja zasp o fantazyjnych, wyrzeźbionych przez wiatr, kształtach, połamanych drzew i szerokiej panoramy, w promieniach chylącego się ku zachodowi słońca. Ten obraz otaczającej mnie śnieżnej przestrzeni z pięknym widokiem Tatr w świetle zachodzącego słońca towarzyszył mi później w najmniej spodziewanych chwilach mojego życia i pozostanie w mojej pamięci na zawsze…

Zamiar powrotu w to magiczne dla mnie miejsce zrealizowałam dopiero wiele lat później, w zupełnie innej scenerii. Jednak też było niesamowicie pięknie i nie sprawdziło się powiedzenie, że powrót kończy się rozczarowaniem…

DSC_3536

soczysta uzdrowiskowa zieleń

Podobnie jak kiedyś, punktem startu były Vyšne Ružbachy. Chwilę dezorientacji i poszukiwania właściwego szlaku wykorzystaliśmy na zwiedzenie tego urokliwego spiskiego uzdrowiska, słynącego z ciepłych źródeł i kąpieli termalnych (temperatura ponad 30 st.), a potem ruszyliśmy we wschodnią część pasma Magury Spiskiej. Dosyć szybko wybiliśmy się czerwonym szlakiem na grzbiet, gdzie czekały na nas… przepiękne widoki na Tatry u Pieniny oraz istna “patelnia”. Udało nam się nie upiec i żywym dotrzeć na szczyt Veternego Vrchu (1111 m n.p.m.), który – co było widać jeszcze bardziej niż zimą – nie na darmo nosi taką, a nie inną nazwę: jest cały usiany połamanymi drzewami, ofiarami hulającego po wierzchołkach wiatru (zwłaszcza podczas przechodzących nie tak rzadko przez Słowację huraganów). Pętlę domknęliśmy, wracając poprzez Plontanę i Veĺką Kičerę do uzdrowiska.

DSC_3562

DSC_3577

Niekiedy nie było lekko…

DSC_3588

Widać czemu Veterny Vrch zawdzięcza nazwę

Podczas podejścia M. w większości spała w nosidełku, powrót wymagał większej liczby postojów i “wietrzenia” dziecka, zrobiło się bowiem jeszcze goręcej, a do tego duszno – przedburzowo.

DSC_3604

To w którą stronę idziemy?

DSC_3619

Szlak, co się zżył z drzewem…

Piszę te słowa w samym środku zimowej wiosny i nawet trochę mi się tęskni za tym upałem, który tak nam wtedy dopiekł…

Trasa:

Vyšne Ružbachy – Veterny vrch (1101) – Plontana – Veĺka Kičera – Vyšne Ružbachy

19+ GOT

2 thoughts on “Podróż sentymentalna w… połomy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s