Pierwszy szczyt…

Nie należy nigdy mówić, że się idzie na mały spacerek czy też “dojść do granicy lasu”. Zawsze wiadomo, jak się to skończy – wejściem na szczyt, niezależnie od pogody czy godziny. Ciągnie wilka do lasu, a nasza natura takiej pokusie się oprzeć nie umie. Na tej zasadzie weszliśmy niegdyś na Krywań podczas pobytu w Tatrach – do dziś mi mokro na samo wspomnienie góry zdobytej w zimnej mgle i wszędobylskim deszczu. No bo przecież… “przejaśnia się, dojdziemy tylko do kosówki i zobaczymy”…a potem “teraz to już przecież nie warto wracać”.

Upalny maj 2012, do Jaworek przyjechaliśmy po południu. Pogoda piękna, no to lecimy na spacerek. Najbliżej wąwóz Homole – w sumie wieczorny spacer w chłodnym wąwozie jest relaksujący….

Wąskie i stosunkowo krótkie (ok. 800 m) Homole (nazwa ponoć od rus. Homoła – obły, w nawiązaniu do kształtu) to wąwóz mojego dzieciństwa – tam wraz z rodzicami stawiałam pierwsze kroczki, tam też rozpalała się moja miłość do gór. Zapamiętałam go jako zaciszne miejsce, w którym można posłuchać szumu potoczku Kamionka, popatrzeć, jak woda rozpryskuje się na licznych wodospadzikach, a także – poćwiczyć równowagę na śliskich głazach i nierównej ścieżce. Przyszłam teraz… i nie poznałam prawie. Na szczęście był wieczór, więc tłumy właśnie wychodziły z wąwozu… A sam wąwóz, ech… zastałam cały obwieszony żelastwem: mostki, kładki, schody… rozumiem, ułatwienia, ale naprawdę bez przesady – pod nimi zniknął cały klimat wąwozu.

DSC_3324

Homole w żelastwie

DSC_3325

Potoczek

Zniesmaczeni co nieco odrutowanym wąwozem postanowiliśmy wyjść trochę wyżej, ponad wąwóz, żeby się trochę ponapawać widokami bez ludzkich ingerencji. Minęliśmy bazę namiotową (nieczynną jeszcze) i mieliśmy zawrócić, ale… “przecież możemy choć podejść pod Wysoką”.

DSC_3330

Małgosiu, idziemy dalej?

Wychodzimy na hale, a tu widoki, aż dech zapiera, takie piękne przed zachodem słońca (wiem, że może i kicz, ale ja to kocham🙂 No więc wyżej, i wyżej…

DSC_3332

I do góry tam, gdzie wieje wiatr…

…aż na sam szczyt.

DSC_3346

I w taki oto sposób Małgosia “zdobyła” swoją pierwszą górę. Sentymentalnie dodam, że to był i mój pierwszy szczyt, wiele lat wcześniej…

A szczyt nie byle jaki, bo nie zapominajmy, że to właśnie Wysoka (Wysokie Skałki, 1050 m n.p.m.), a nie Trzy Korony (Okrąglica – 982 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem Pienin. Góra dość stroma (ech, gdzie te czasy, kiedy prawie że wbiegałam na szczyt? Teraz, z dzieckiem na plecach, jakoś ciężej… ), ze skalistym wierzchołkiem, z którego roztaczają się przepiękne widoki na Pieniny, Beskid Sądecki, Tatry i pasmo Babiej Góry. Wszystko to obejrzeliśmy w promieniach zachodzącego słońca… Tanto romantico🙂

DSC_3349

Niestety, ponieważ szliśmy na krótki spacer, latarek pod ręką zabrakło – trzeba było więc wrócić tą samą drogą i zrezygnować z przejścia przez większy kawałek Małych Pienin. Buuu, ja chciałam, ale przeważył Zdrowy Rozsądek Drugiej Połówki.

DSC_3360a

Podczas wycieczki towarzyszyło nam nosidełko Tula.

tuls

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s